Autor Wiadomość
Ina.
PostWysłany: Pon 17:33, 02 Sie 2010    Temat postu:

Moją kociastą wpychałam w szelki jeszcze zanim skończyła 4 miesiące. Początki były trudne - mała nie pozwalała mi założyć sobie szelek, uciekała, a jak już udało mi się je jakoś założyć, to turlała się, próbowała je gryźć, skakała jak dzikus z nadzieją, że jakoś spadną. Na początku zakładałam jej szelki na bardzo krótko (dosłownie kilka minut), później wydłużałam ten czas. Starałam się odwracać jej uwagę zabawą, a po zdjęciu szelek zawsze był przysmak. W końcu mała przyzwyczaiła się do szelek i potrafiła pół dnia chodzić w nich po mieszkaniu.
Przyszedł czas na wyczekiwany spacer. W Wielkanoc była ładna pogoda, więc zabrałam kociastą na spacer po działkach - tam nie ma bezpańskich psów, było cicho i spokojnie, bo w końcu to święto, więc nikt nie pracował, ludzie przyszli ewentualnie posiedzieć albo pospacerować jak my. Na początku Dela nie wiedziała, że ma iść na smyczy, ale szybko kapnęła się o co chodzi. Oczywiście musiała obwąchać każdy kąt, chodziła z jednej strony ścieżki na drugą, czasami stawała i na coś patrzyła, zdarzyło jej się nawet pobiec. Spacer był udany i od czasu do czasu to powtarzamy. Wesoly
l. gwiazdeczka
PostWysłany: Czw 18:17, 25 Lut 2010    Temat postu:

wydaje mi się, że tak będzie najłatwiej przyzwyczaić ją do hałasów, świeżego powietrza Wesoly itp. w końcu klatusia to miejsce, w którym kot czuje sie bezpiecznie. uprzedzam jednak, że nic może z tego nie wyjść - Greebo uczył się wychodzić na spacery od małego, nie wiem jak to zadziała z dorosłym kotem
gavra
PostWysłany: Śro 22:45, 24 Lut 2010    Temat postu:

myślisz? hmm... w sumie wszystkiego warto próbować Wesoly
l. gwiazdeczka
PostWysłany: Śro 21:57, 24 Lut 2010    Temat postu:

jeżeli tak się boi, to może wynieś ją za pierwszym razem w klatusi?
gavra
PostWysłany: Śro 21:29, 24 Lut 2010    Temat postu:

tak czytam wasze opowieści i przyznam, ż mnie zaintrygowaliście.
Nigdy nie chodziłam ze swoimi dotychczasowymi kotami na spacery, ponieważ jeden z pierwszych najnormalniej w świecie mi zwiał i więcej nie wrócił. Reszta pouciekała z domu, kiedy wyjeżdżałam w dzieciństwie na wakacje. Przynajmniej takie były relacje moich rodziców :> prawdy się nigdy nie dowiem hehe.
Szelki dla Kisi mam, ale z tego co wiem, przebywając na dworze, po prostu kuli się i ani drgnie. Okien też nie lubi, tak jakby kompletnie bała się świata zewnętrznego. Jak ją nakłonić, aby była odważniejsza. Przydałyby się chyba najpierw spacery na zabudowanym zielonym obszarze, np. ogrodzie, tylko jak na złość nie mam nikogo z domkiem jednorodzinnym Wesoly chyba wybiore się na podwórko do pobliskiej parafii Mr. Green księżulki mają świetny żywopłot hihi
l. gwiazdeczka
PostWysłany: Sob 11:53, 16 Sty 2010    Temat postu:

zima dla kota syberyjskiego raczej nie jest straszna Wesoly dopóki nie ma mrozów powyżej -10 to spokojnie możesz z nim wyjść. może nie na długo, ale zawsze się chłopak zacznie przyzwyczajać do szelek i smyczy
Mirtucha
PostWysłany: Sob 10:53, 16 Sty 2010    Temat postu:

Kurcze sama nabrałam ochoty na spacer z Racuchem,on już po drugim szczepieniu tylko ta pogoda,nie wiem czy w zimie jest wskazany pierwszy spacer czy lepiej poczekać do wiosny,bo wtedy to napewno będziemy wychodzić.No i w wakacje ,spędzamy na wsi i na pewno Racuch z nami,mam nadzieje,że włóczył się nie będzie,a jakby co to też na długiej lince będzie chodził Wesoly

Wcześniej jak mieliśmy kotka ,dachowca chociaż nie wiem czy on nie był zmiksowany z rysiem bo wielki był to też z nami na spacery chodził do lasu obok.Mieliśmy taką taktykę,że w drodze do lasu szedł na smyczy a w lesie puszczaliśmy smycz i biegał sam a smycz się za nim ciągnęła,żeby w razie czego można go było łatwiej złapać,pilnował się nogi i zawsze na zawołanie przybiegał.Kiedyś się zaczaił na grzybiarza jakiegoś i mu wyskoczył z krzaków Wesoly No i zadowolony był bardzo bo tam ani psów,prawie wogóle ludzi nie było ,same drzewka i kwiatuszki do wąchania Wesoly
l. gwiazdeczka
PostWysłany: Pią 19:32, 09 Paź 2009    Temat postu:

jakieś 2 tygodnie po drugim szczepieniu kotek może już spokojnie zwiedzać okolicę Wesoly
Gość
PostWysłany: Czw 19:14, 08 Paź 2009    Temat postu:

A kiedy z kotkiem można wyjść pierwszy raz np. na rączkach albo w transporterku? Wesoly
l. gwiazdeczka
PostWysłany: Nie 12:25, 30 Sie 2009    Temat postu:

moje biedne, małe zwierzątko przedwczoraj tak bardzo chciało wyjść na spacer, że zaczęło gryźć szelki i rzucać nimi Wesoly nie miałam wyjścia - musiałam się z nim przejść Hyhy a wczoraj poszłam wyrzucić śmieci, a mały poleciał za mną i pierwszy raz chodził bez smyczy po niemieckim podwórku Wesoly był bardzo zły, jak zabrałam go do domu...
l. gwiazdeczka
PostWysłany: Sob 22:40, 22 Sie 2009    Temat postu:

miauczeć pod drzwiami będzie niezależnie od tego, czy zaczniesz z nią wychodzić czy nie Mruga a im szybciej ją przyzwyczaisz do spacerów, tym będzie Ci łatwiej. w związku z powyższym radzę korzystać z pogody (my byliśmy dzisiaj na spacerku)
Kaktusia
PostWysłany: Pią 14:36, 21 Sie 2009    Temat postu:

Moim zdaniem nie ma co sie martwić tylko wychodzić Mruga Przypuszczalnie jak wyjdziecie pierwszy raz to nie bedzie miała na spacer ochoty, wystraszy się i będzie chciała wracać do domu, ale po kilku razach pokocha spacerki. Może się zdarzyć szczególnie na początku, że będzie się domagała wyjścia, ale myślę, że większych problemów nie będzie Wesoly
Kasieńka
PostWysłany: Pią 13:35, 21 Sie 2009    Temat postu:

Mam pytanko, po raz pierwszy chcę z moją kotką wyjść na spacer -ale boję sie,ze pózniej będzie tęsknic za podwórkiem i miauczec pod drzwiami. Oczywiscie w miarę możliwości bede z nią wychodzić ale nie codziennie. Wiec nie wiem czy warto jej pokazać -chociaż bardzo chce bo żal mi jej jak wdycha powietrze przez uchylone okno.
l. gwiazdeczka
PostWysłany: Wto 17:54, 18 Sie 2009    Temat postu:

raz już tak było Wesoly obleciałam cały ogród, a kota nie widać! ale on się nigdy nie oddala na tyle, żeby nie widział bramy i nie słyszał mnie - czasami tylko ja go nie zauważę, bo dobrze wtapia się w otoczenie Wesoly ogólnie nie czuje się jeszcze wyjątkowo pewnie na dworze. co do Borysa - ciężko mi coś radzić, żeby potem nie było na mnie jak coś się stanie Mruga możesz spróbowac puścić go raz i zobaczyć, jak się będzie zachowywał. nie wiem, czy już o tym pisałaś, ale czy jest wykastrowany? jeśli tak, to prawdopodobieństwo ucieczki jest raczej niewielkie
Ania
PostWysłany: Wto 10:00, 18 Sie 2009    Temat postu:

A co jak wyjdzie za bramę i nie zauważysz go?
Czy uważasz że Borys też mógłby chodzić bez linki po ogrodzie?
Gość
PostWysłany: Pią 14:10, 14 Sie 2009    Temat postu:

pewnie że bez smyczy! tak jest najzabawniej Wesoly nauczył się też wychodzić przez bramę na drogę. stoi sobie na niej i węszy i ma bardzo głupią minę, kiedy biorę go na ręcę i zanoszę z powrotem do ogrodu Wesoly ale ogólnie jest bardzo grzeczny na dworze, co mnie niezmiernie cieszy
Ania
PostWysłany: Pią 12:02, 14 Sie 2009    Temat postu:

Po twojej opowieści sądzę że Twój kociak chodził po lesie bez smyczy . Łał, jeżeli tak to wielki podziw dla was. Ostatnio Borys parę razy nie zauważony czmychnął z domu do ogrodu. Ostatnio chodził aż cztery godziny bo mąż nie zauważył go pomiędzy jak czmycha pomiędzy nogami(zagadał się przez telefon), wypił kawkę, zawinął się i poszedł a biedny Borys siedział cztery godziny na dworze z moimi psiakami. Szczęście że nie wyszedł poza siatkę ( chyba że wyszedł i wrócił szczęśliwie. Od tej pory nabrałam zaufania do niego więc chodził po dworzu bez smyczy, aż pewnego razu stało się................. Zly Wyszłam na dwór i co zobaczyłam Borysa na ogrodzeniu (chyba wybierał się na myszki), ale grzeczny kocurek poczekał na Panią i zdjęłam go z powrotem do naszego ogródka. Od tej pory już nie wypuszczam go luzem ale chodzi na takiej baaaaaardzo długiej lince i chyba też nie ma tragedi. Wiem przynajmniej że jest bezpieczny. Czekam na wasze opowieści o spacerkach waszych kociaków.
l. gwiazdeczka
PostWysłany: Śro 20:37, 22 Lip 2009    Temat postu:

Greebo poszedł wczoraj z nami na pierwszy spacerek do naszego lasu. na początku zachowywał się, jakby był wszystkim tylko nie leśnym kotem-przeraźliwie miauczał, nie chciał chodzić itp., ale potem się rozkręcił. jak chcialiśmy wracać to usiadł sobie w trawce, aż w końcu poszedł po niego mój chłopak. no i wtedy zaczęła się zabawa-mały postanowił pobawić się z nami w berka Kwasny w pewnym momencie straciliśmy go z oczu, wezwałam mamę do pomocy i tak uganialiśmy się w trójkę po lesie półtorej godziny razem z kleszczami, komarami i innymi nowymi przyjaciółmi Hyhy w końcu mama znalazła go przypadkiem, jak spał sobie w najlepsze w chłodnej trawce w rowie Wesoly był bardzo zdziwiony naszym podekscytowaniem, ale chyba chciał już do domu, bo dał się nieść bez protestów i od razu po powrocie poleciał do kuwetki, a potem pić Wesoly teraz już nie spuszczam go z oczu podczas leśnych szaleństw
Ania
PostWysłany: Czw 11:42, 04 Cze 2009    Temat postu:

Bardzo chciałabym puszczać go luzem ale boję się, że pod bramą przemknie a mieszkamy przy samej ulicy. Obok nas nie ma sąsiada dopiero po obu stronach po ok 300 metrach są pierwsi mieszkańcy a z tyłu jest pole i za nim lasek. Także mogłoby go auto zabić, mam też obawy przed okolicznymi psami, no a pokusy są. Przy samej siatce rośnie zboże w którym jest mnóstwo gniazd, i co chwila jakieś ptaszki lądują. Zobaczymy. Na razie nich przestanie padać, bo po wyjściu na mokrą trawę i po zabawie w mokrych tujkach wygląda jak by się kamuflował. Wszystkie gałązki ma w sierści, a zmoknięta sierść wygląda koszmarnie. Może dziś go puszczę, widać ma się na lekkie słoneczko oby bez opadów.
l. gwiazdeczka
PostWysłany: Wto 17:53, 02 Cze 2009    Temat postu:

widzisz Ania? mówiłam, że się nauczy wychodzić! latem naprawdę szkoda trzymać kota w domu. ja postaram się zabrać swojego malucha do rodziców na wakacjach chociaż na trochę, a Ty korzystaj z tego, że Twój ma codziennie możliwość wyjścia Wesoly Greebo chodzi u nas po ogrodzie bez smyczy i nie próbuje uciekać. raz tylko wspiął się na siatkę, ale od razu sam zeskoczył na dół. co nie oznacza oczywiście, że Borys nie jest typem uciekiniera. żeby to sprawdzić, proponuję puścić go bez smyczy i obserwować, a na wszelki wypadek zabrać ze sobą jego ulubioną zabawkę-taką, żebyś mogła za jej pomoc przywabić go, kiedy ucieknie (ja zawsze mam ze sobą ukochaną różdżkę księciunia)

Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group